POZNAJ OPINIE INNYCH

ŚWIADECTWA

PASZCZAKÓW

Justyna W. - obecny koordynator

Zostałam na dłużej

Moja przygoda ze Wspólnotą Wiara i Światło „Gumisie” zaczęła się 10 lat temu
i trwa do dzisiaj. Obecnie jestem koordynatorem wspólnoty, czyli osobą odpowiedzialną za naszą gumisiową rodzinę. Podczas tej przygody życia było wiele radości, miłości, przyjaźni takich małych i takich dużych. Nie obyło się również bez wątpliwości, kryzysów, lenistwa, zniechęcenia. Wróćmy jednak do początków – wszystko zaczęło się od letniego obozu, na który zgłosiłam się jako wolontariusz do opieki nad osobami niepełnosprawnymi. W tedy jeszcze nic nie wiedziałam o wspólnocie, o jej charakterze, o ludziach ją tworzących.
Po prostu, jako pilna studentka chciałam przygotować się do zawodu i już wcześniej poznać osoby niepełnosprawne, o których tyle uczyłam się z książek. Przez pierwsze dni obozu nie wiedziałam jak się mam zachowywać, co robić, jak reagować, ale z pomocą moich nowych znajomych ochłonęłam z pierwszego wrażenia, zaczęłam dostrzegać piękno tej wspólnoty oraz piękno osób niepełnosprawnych. Przestałam postrzegać te osoby przedmiotowo,
a zaczęłam podmiotowo. Dostrzegłam w nich radość życia, pogodę ducha oraz wielką chęć dzielenia się tą radością z innymi. Śmiało mogę stwierdzić, że niesamowitym darem jest mieć przyjaciół w osobach niepełnosprawnych. Pod koniec obozu poczułam się naprawdę jedną z nich. Jedną z Gumisiów. Już wiedziałam, że zostanę na dłużej.
Z perspektywy czasu dostrzegam, że wspólnota wiele mnie nauczyła i ciągle jest najlepszym nauczycielem życia. Podczas każdego spotkania, obozu, pielgrzymki czy zabawy doświadczam, że prawdziwa siła i radość tkwi w prostocie. W prostocie spotkań z drugim człowiekiem, w dzieleniu się zarówno radością, jak i smutkiem. Niesamowitą siłę mają takie proste gesty jak uścisk czy uśmiech, którymi bardzo chętnie obdarzają nas osoby niepełnosprawne. Doświadczyłam ich mocy na własnej skórze wiele razy i szczerze mogę polecić na zniechęcenie czy lenistwo mocny uścisk, kilka ciepłych słów w stylu „kochana Justynko” czy „ale fajnie, że jesteś” od niepełnosprawnego przyjaciela. To działa i daje mocnego kopa do dalszej pracy nad sobą. Bycie we wspólnocie z osobami niepełnosprawnymi to nie dawanie, ale przede wszystkim branie. Branie czegoś, czego nie da się opisać słowami. Wiem, że przez większy czas więcej otrzymywałam, niż dawałam. Wreszcie potrafię dać też coś od siebie. Poprzez służenie darami, które otrzymała od Boga dla dobra wspólnoty. W służbie tej nie jestem sama. Mam ogromne wsparcie w rodzicach osób niepełnosprawnych, którzy są dla mnie oparciem w trudnych chwilach. Doświadczam tego, że razem z niepełnosprawnymi przyjaciółmi, rodzicami wspólnotowymi, paszczakami, kapelanami oraz przede wszystkim z Nim możemy więcej.

Marzena Cz.

Jak w rodzinie

„Zjednoczeni w Duchu”, „Jesteśmy piękni Twoim pięknem Panie”, „Bóg się mamo nie pomylił”, „Zbudowani na Chrystusie”, aż wreszcie „Świat byłby taki ubogi, gdybyśmy się nie spotkali” …  Kto zna słowa tych piosenek zrozumie w pełni, czym dla mnie jest Wspólnota Wiara i Światło „Gumisie” i jakie wiążą się z tym myśli i uczucia… Kiedy wspominam moje pierwsze spotkania w 2005 i 2006 roku nie mogę wyjść z podziwu jak wiele się na nich nauczyłam. Początki były bardzo trudne, co z pewnością mogą potwierdzić Wspólnotowi Rodzice… Przez 3 lata byłam jedynie obserwatorem, nigdy nie lubiłam tłumów i nie potrafiłam działać w grupie. Ale byłam, choć sama do końca nie wiedziałam po co. Jednak nikt mnie nie wyprosił, nie odtrącił i nie krytykował. Dzięki temu Duch Święty mógł mnie powoli przemieniać. Małymi kroczkami zaczynałam rozwijać skrzydła, nabierałam odwagi , by coś powiedzieć i zrobić. Powoli pokonywałam samą siebie. Uczyłam się siebie samej poprzez drugiego człowieka.To nasi niepełnoprawni Przyjaciele – Anioły Prostego Serca – pokazały mi, że człowiek jest darem, a dar przyjmuje się takim jaki jest. Doświadczyłam też osobiście, właśnie dzięki „Gumisiom” , że prawdziwa siła tkwi w prostocie. Wspólne chwile na obozach, spotkaniach, modlitwie, rozmowach dawały mi coraz więcej radości, aż w końcu „Gumisie” skradły moje serce. Wiele od Nich otrzymywałam, a teraz wreszcie potrafię dać też coś od siebie… Miałam okazję należeć do Rady Wspólnoty, pełnić funkcję kierownika obozu, byłam też scenarzystą… Założyłam i prowadziłam Wspólnotowego bloga przez dziewięć lat, ale z przyczyn ode mnie niezależnych został on w tym roku zlikwidowany. Przenieśliśmy więc relacje z naszej działalności na portal społecznościowy (tak, tak, jesteśmy na facebooku), by nadal inni mieli z nami kontakt. Niezmiennie od 2009 roku prowadzę kronikę wspólnotową, starając się mimo innych obowiązków uzupełniać ją w miarę na bieżąco. To na prawdę wielka księga wspomnieć. Przypadło mi także w udziale redagowanie artykułów do gazetki parafialnej, założenie skrzynki mailowej. Z najnowszych funkcji jakie pełnię jest bycie sekretarzem Prowincji Polski Południowej. Nie ma więc wątpliwości, że działalność we Wspólnocie rozwija. Chciałam, mogłam i dałam innym to, co uważałam za dobre, chcę dzielić się sercem i pomnażać swoje talenty. To właśnie daje mi niesamowitą radość.  Każdy dzień we wspólnocie czegoś uczy, każda spotkana tam osoba jest Skarbem… . Były kryzysy, zniechęcenia, lenistwo, brak motywacji, zdarzały się zarwane noce, brak czasu dla siebie i wiele innych… Ale jednocześnie to tyle historii, wspomnień, radości i trosk. Jak w rodzinie – Katolickiej Rodzinie, gdzie Bóg jest zawsze w centrum. Wiem, że wszystko ma swój czas, że w życiu nie ma przypadków. Wiem, że Duch Święty czuwa nad każdym moim słowem nie tylko tym pisanym. Cieszę się, bo dziś potrafię powiedzieć komuś na ulicy: „smacznego”, bo we wspólnocie to podstawa. Potrafię podać rękę na przywitanie, jak podczas wspólnotowej iskierki przyjaźni. Potrafię się uśmiechnąć ot tak, bo ktoś po prostu jest obok.  Tak więc w ciągu tych 13 (!) lat wolontariatu moje życie  zupełnie się zmieniło. Dzieląc się radością, także ją mnożę. Mój świat naprawdę byłby bardzo ubogi, gdybym nie spotkała tej wyjątkowej Rodziny Wspólnot Wiara i Światło. Bogu niech będą dzięki za ludzi, którzy chcą tworzyć takie wspólnoty, za niezastąpionych Wspólnotowych Rodziców, a szczególnie za kapelanów, którzy SĄ! I nas wspierają mimo wszystko…. Bo RAZEM na prawdę możemy więcej.

Anna W.

Więcej otrzymałam niż dałam…

Mój pierwszy kontakt z osobami należącymi do wspólnoty Wiara i Światło w Bochni, nastąpił 22 lata temu, miałam wówczas 16 lat. Zostałam „rzucona na głęboką wodę”, czyli bez wcześniejszego kontaktu z osobami niepełnosprawnymi pojechałam na obóz. W mojej rodzinie nie było osób niepełnosprawnych, a w miejscowości, w której mieszkam, było wówczas dwie czy trzy takie osoby, które, tak jak to było w tamtych latach, przebywały w domach.
Pamiętam, że czas spędzony na tym pierwszym obozie, zaowocował znajomościami, kontaktami w całym moim późniejszym życiu. Byłam zauroczona wszystkimi i wszystkim, co tam się działo. Niesamowicie ubogaciła mnie szczerość Muminków – ich radość i akceptacja każdego takim, jakim jest. Po obozie odwiedzaliśmy się wzajemnie z rodzinami dzieci niepełnosprawnych, a także jeździłam na spotkania wspólnoty i kolejne obozy. Pierwszą grupą, z którą miałam kontakt, była wspólnota św. Jana, potem z różnych względów jeździłam z innymi wspólnotami.
Znajomość z osobami Wiary i Światła sprawiła, że bardzo chciałam pracować z niepełnosprawnymi. Faktycznie tak też się stało, wykonuję zawód oligofrenopedagoga. Czas sprawił, że rodzice przestali wstydzić się swoich niepełnosprawnych dzieci, a ja w mojej w miejscowości, mogę pracować w zawodzie. Wiem jednak, że dzięki temu, iż spotkałam się wcześniej ze wspólnotami Wiary i Światła, moja praca nie jest zwyczajna. Dzięki rozmowom z mamami ze wspólnoty, mam możliwość podnosić na duchu tych rodziców, którzy przychodzą załamani. Dziś większość wspólnotowych rodziców niestety już nie żyje. Były to osoby bardzo radosne, mimo, że niejednokrotnie wiem, iż były skrajnie zmęczone. Niesamowite było też dla mnie to, że najbardziej martwiły się o to, co stanie się z ich dziećmi, gdy ich już nie będzie na tym świecie. Starały się zabezpieczyć ich przyszłość w jak najlepszy sposób. Nie narzekały na trudności, jakie niejednokrotnie się przed nimi piętrzyły. W tytule napisałam, że więcej otrzymałam niż dałam…Pan Bóg tak sprawił, że na pierwszym obozie poznałam mojego męża, który pochodzi z Bochni i był jednym z pierwszych członków wspólnoty. Często wspomina, że początkowo razem z innymi wspólnie zabierali dzieci niepełnosprawne na podwórko czy na różaniec do kościoła. Potem już jako małżeństwo odwiedzaliśmy rodziny, które należały do Wiary i Światła. To były dla nas niezapomniane chwile radości, ale i też ogromne lekcje pokory, i doceniania tego, jaką rodzinę sami posiadamy. Dzięki wspólnocie, gdy przedwcześnie z zagrożeniem życia rodziły się moje dzieci, razem z mężem modliliśmy się o dar życia dla nich, bo wiedzieliśmy, że z niepełnosprawnym dzieckiem można stworzyć wspaniałą rodzinę. Cieszę się, że dane mi było kiedyś zaznać bycia we wspólnocie Wiary i Światła.

Marta M.

Wspólnoty Wiary i Światła w Polsce są przede wszystkim wspólnotami spotkań. Jednak ich członkowie starają się spędzać razem wakacje, ferie, wyjeżdżając na obozy w różne strony kraju. Bocheńska wspólnota „Gumisie” co roku wyjeżdża na letni obóz wypoczynkowy. Wyjazdy te są dla nas bardzo ważne. O tym, czy wyjeżdżamy na tydzień, dwa, czy też na kilka dni, często decydują nasze fundusze. Im są one większe, tym nasze wyjazdy są dłuższe bądź bardziej urozmaicone. Jednak długość trwania obozu nie jest taka ważna, najważniejsze, że możemy wyruszyć razem… Stroną organizacyjną naszych obozów zajmuje się rada animacyjna, która już na początku każdego kolejnego roku kalendarzowego rozpoczyna przygotowania do letniego wypoczynku. Rada powierza pewne funkcje osobom ze wspólnoty, często też członkowie wspólnoty sami włączają się w przygotowania, pomagając w znalezieniu odpowiedniego miejsca bądź w zdobyciu środków pieniężnych. Organizacją obozu wypoczynkowego zajmują się więc wszyscy członkowie wspólnoty, każdy jest w jakiś sposób zaangażowany. Dzięki temu udaje nam się co roku wyjechać w różne miejsca, by tam spędzić wspólnie czas. Pomoc okazują nam różne sklepy, organizacje oraz osoby prywatne, które wspomagają nas finansowo i rzeczowo. Ich pomoc jest dla nas bardzo ważna i szczerze za nią dziękujemy.Najczęściej miejscem naszego pobytu była Łąkta Górna i tamtejsza szkoła. Ale obóz spędziliśmy też w Kornatce koło Dobczyc, Rabce Zdrój, a także w miejscowości Kamionna.Każdy obóz ma swój przewodni temat, a w poszczególne dni mamy zaplanowane tematy dnia, które wspólnie rozważamy. Rytm dnia na naszym wakacyjnym wypoczynku wyznaczony jest przez posiłki, które często przygotowujemy sami. Na obozie wspólnota dzieli się na trzy grupy: grupę gospodarczą – jej zadaniem jest przygotowanie śniadań, obiadów i kolacji; grupę porządkową – która porządkuje stołówkę po kolejnych posiłkach oraz grupę liturgiczną – która jest odpowiedzialna za przygotowanie modlitw porannych, wieczornych, oprawy Mszy świętej oraz scenki biblijnej. Dzięki temu, że na obóz razem z nami zawsze wyjeżdża nasz kapelan, w każdym dniu pobytu uczestniczymy we Mszy świętej, która odbywa się w specjalnie przez nas przygotowanej kaplicy. Program dnia przewiduje także grupki dzielenia, w których wymieniamy się się refleksjami i naszymi doświadczeniami, dotyczącymi tematu dnia. Przygotowujemy także scenki biblijne, które w sposób obrazowy pokazują nam poszczególne momenty życia i nauczania Pana Jezusa. W ciągu dnia wspólnie się bawimy, śpiewamy, tańczymy, spędzamy czas na boisku sportowym, świętujemy imieniny, urodziny i inne uroczystości. Wieczorami organizujemy pogodne wieczorki, ogniska i dyskoteki. Każdy dzień kończymy wspólną modlitwą. Plan wakacyjnego obozu przewiduje również wycieczki, na które wyjeżdżamy z wielką radością. Obóz to taki czas w życiu wspólnoty, gdy jesteśmy ze sobą 24 godziny na dobę. Daje nam to doskonałą okazję do sprawdzenia swojego charakteru. To czas, kiedy pokazujemy zalety i słabości oraz poznajemy siebie w głębszy sposób. Wakacyjny obóz, to wreszcie czas uprzywilejowany, kiedy jedna osoba razem z drugą uczą się wzajemnej akceptacji, uwagi na słabości oraz troski o siebie. Doświadczają tego rodzice, przyjaciele i osoby z upośledzeniem. Każdy poznaje swoją wartość i obdarza innego swoją obecnością. Taka relacja przynosi uzdrowienie i pozwala odkryć obecność Boga. O każdym wyjeździe – my Gumisie – myślimy jak o czasie niezwykłym w naszym życiu, czasie, na który czekamy i za którym tęsknimy.

Kasia K.

Jak dziś, pamiętam ten wiosenny dzień 1993 roku, gdy w ogłoszeniach parafialnych przeczytano, że będzie nowa wspólnota z osobami niepełnosprawnymi i poszukuje się chętnych , którzy chcieliby dołączyć . Wtedy coś we mnie wstąpiło – myślę, że to natchnienie Ducha Świętego – to uczucie też pamiętam do dziś, że muszę tam być, że to jest coś, co Bóg chce, żebym robiła. Musiałam błagać mojego ówczesnego katechetę, ks. Bogusława Brzysia, żeby pozwolił mi przyjść na pierwsze spotkanie, bo miałam zaledwie 15 lat. I tak się zaczęło- pierwsze spotkanie, w salce pod kościółkiem, a potem następne i następne. Później pierwszy obóz z kapelanem – ks. Zbigniewem Szostakiem w Łąkcie Górnej. Tak dorastałam ja i nasza wspólnota oraz moja miłość do Wiary i Światła. Przybywało nowych ludzi i nowych rodzin, aż musieliśmy stworzyć następne wspólnotki. Za jedną z nich miałam zaszczyt być odpowiedzialna. Mikołajki, które skupiały osoby z okolic Wiśnicza, Pawełki – z osobami z parafii św. Pawła, Jaśki, z parafii św. Jana i Gumisie z parafii św. Mikołaja. Cały rok „kręcił się” wokół wspólnoty, cotygodniowe spotkania , rekolekcje w czasie ferii zimowych i upragniony przez wszystkich obóz letni, do którego trzeba było się przygotować dużo wcześniej, znajdując miejsce wyjazdu i finanse. Po podziale na 4 wspólnoty, naszym kapelanem był ks. Marian Pociecha, później ks. Marek Kuzak z Nowego Wiśnicza, a ostatecznie ks. Rafał Łukasik, który wzrastał we wspólnocie. Dużo nam pomagała pani Basia Drążkiewicz–Rudek, szczególnie w przekazywaniu informacji nowym rodzinom. Często myślę, że gdyby nie wspólnota, to wielu z nas nie byłoby tam, gdzie jest obecnie. Mikołajki już się nie spotykają, ale przyjaźnie trwają nadal, niektórzy znaleźli nawet swoich małżonków, a inni powołanie, jedni zostali lekarzami, inni rehabilitantami, nauczycielami, inżynierami. Dziękuję Bogu, że postawił tych wszystkich ludzi na mojej drodze – rodziców, osoby z niepełnosprawnością i przyjaciół. Zawsze będą bardzo blisko mojego serca. Chwała Panu za to dzieło.

Agnieszka J.

„Panie, proszę spraw (…), Żebym zawsze kochał to, co piękne,
Pozostawił ciepły ślad na czyjejś ręce”

Kiedy poszłam na pierwsze spotkanie wspólnoty Wiara i Światło „Gumisie”, wiedziałam tylko, że przychodzą tu osoby z upośledzeniem, ich rodzice oraz towarzysząca im młodzież. Pomyślałam, że ci ludzie potrzebują nas – młodych – do opieki, że wspólnota potrzebuje mnie. Jednak bardzo szybko osoby z niepełnosprawnością skradły moje serce, a słowo opieka rychło zastąpione zostało niewidzialną nicią przyjaźni. Doszłam również do wniosku, że to ja bardziej potrzebuję wspólnoty niż ona mnie. Kiedy przyszłam na pierwsze spotkanie nie przypuszczałam, że zostanę tu tak długo; nie zdawałam sobie sprawy, że spędzę tu 10 najpiękniejszych lat mojej młodości; nie myślałam, że to tu zawiążą się trwałe przyjaźnie mojego życia. Wspólnota była dla mnie miejscem radości, przyjaźni i spotkania. Z nostalgią wspominam czasy, kiedy życie toczyło się od piątku do piątku, od spotkania do spotkania; a wyjazd na dwutygodniowy letni obóz, był o niebo lepszy niż słoneczne wakacje w pięciogwiazdkowym hotelu. Dziś, chciałabym bardzo podziękować wszystkim za dar pięknej, bezinteresownej przyjaźni. Młodym ludziom życzę, by wspólnota na zawsze pozostała w ich sercu, tak jak pozostała w moim.

Amelia A.

„Nawet najlepsi nie uczą się miłości sami”

Wspólnota, to coś, czego młodzież ciągle poszukuje. Wspólne wypady w góry, ogniska, spotkania i coraz szersze grono znajomych. „Przyjdź! To jest coś dla Ciebie” – powiedział kiedyś Michał. Był wcześniej ze znajomymi na obozie wakacyjnym wspólnoty Wiary i Światła z Krakowa. Teraz, w Bochni ksiądz Brzyś ogłosił, że zaprasza na spotkanie w salce pod Małym Kościółkiem rodziny z osobami niepełnosprawnymi umysłowo oraz wszelkie osoby chętne, specjalistów, młodzież, by coś wspólnie dla siebie zrobić. Rozpoczynał się rok 1993. Poszłam… I zostałam na całe życie… Bycie i działanie we wspólnotach skłoniły mnie do wyboru kierunku kształcenia i pracy zawodowej, podjęcia wielu ważnych decyzji życiowych; ukształtowało określony światopogląd i dało możliwość utrzymania do dziś wielu wartościowych kontaktów koleżeńsko – towarzyskich z ludźmi, których tu poznałam, mimo, że wielu z nich rozjechało się po całym świecie… Wspólne spotkania, wyjazdy, obozy wakacyjne, rekolekcje… i czas spędzony z przyjaciółmi, poświęcony ich przygotowaniu, dawały wiele sił i energii, budowały entuzjazm, tworzyły więź, tak potrzebną w każdym momencie życia… Cieszę się, że i ja, dzieląc się wartościami Wiary i Światła, miałam możliwość zachęcić innych do odnalezienia swojego miejsca tutaj. Dziś wraz z moimi dziećmi odwiedzam wspólnotę i widzę, że i one czują się tam dobrze. Nadal jest to miejsce charyzmatyczne i pełne ciepła.

Kasia C.

Wspólnota przeniknęła całe moje dorosłe życie – dziękuję

„Jezus jest człowiekiem wspólnoty i jedności, poszukuje osobistych więzi, dotyka ludzi, trzyma ich za ręce, wzywa każdego do zaufania i wiary, patrzy na każdego, kocha każdego w jego bólu i ubóstwie, objawiając mu zarazem jego piękno i to, że Bóg go kocha.” /Jean Vanier/

Wspólnoty Ruchu Wiara i Światło starają się żyć myślą Jeana Vanier. W nich, osoba upośledzona umysłowo, przestaje być w pewnym sensie upośledzona- jest przede wszystkim w pełni człowiekiem. Zadaniem Wiary i Światła jest użytkowanie darów, każdej osoby we wspólnocie, pamiętając, iż najcenniejszy dar rodzi się ze słabości. Człowiek słaby i ubogi potrzebuje innych, wzywa ich do użytkowania swych darów.
Doświadczenie w pracy czy przebywaniu z osobami „bez kontaktu” lub upośledzonymi umysłowo uczy, że posiadają one wiele istotnych, ważnych dla nich darów – zdolności, a zadaniem osób towarzyszących im – nauczycieli, rodziców, różnych specjalistów oraz przyjaciół jest odczytywać to bogactwo i uczyć przyjmować, i wykorzystywać to, co posiadają. Bardzo ważne w wychowaniu osób upośledzonych umysłowo jest porozumiewanie się z otoczeniem, bowiem przez to człowiek zaspokaja szereg swoich psychicznych potrzeb. Wśród najważniejszych są : autonomia, bezpieczeństwo, więź z innymi. Wspólnoty „Wiary i Światła” uczą również, jak należy żyć- będąc w zgodzie z sobą, bo tylko w taki sposób możemy innym pomagać- ofiarować czas, przyjaźń, miłość – taką, jaka rodzi się w kręgu rodzinnym. Tutaj warto zauważyć, że przyjaciele starają się być blisko nie tylko samych upośledzonych przyjaciół, ale także ich rodzin. Życie z osobami upośledzonymi to często prawdziwa walka, w której nie można opuszczać rąk, pozostawiając niepełnosprawnych samym sobie. Trzeba podjąć to wyzwanie, które wymaga więcej dialogu, większej cierpliwości, gorętszej modlitwy. Według Vaniera potrzeba też więcej prawdy, mocniejszego wsparcia od specjalistów oraz silniejszego zaangażowania wszystkich, którzy chcą się przyczynić do szczęścia upośledzonych umysłowo. Konieczna jest obecność grupy osób, która pomogłaby osobie upośledzonej w wypowiedzeniu słowa „ tak” w wyrażeniu zgody na rozwój. Rozwój dziecka i młodego człowieka jest rzeczywistością niezwykle wymagającą, zmuszającą do wysiłku. Wychowanie wymaga poświęcenia czasu, aby umożliwić wydobywanie talentów i zdolności, tak aby osoba mogła je w pełni wykorzystać. Bardzo ważne jest to, z kim przebywamy. Ważne są otwarte serca i umysły na potrzeby drugiej osoby.
Wspólnota przeniknęła całe moje dorosłe życie. Kiedy w Bochni powstawała wspólnota Ruchu Wiara i Światło miałam 19 lat. Usłyszałam o niej, nawet myślałam się włączyć, ale niestety zabrakło mi odwagi, gdyż nie odczuwałam w sobie szczęścia, a nie chciałam ze smutkiem dawać swojego czasu innym, tylko z radością. Jednak jak później zrozumiałam, Bóg ma swój plan wobec każdego człowieka i tak też było ze mną. Pomimo mojego wewnętrznego smutku poszłam na spotkanie, nie znając tam nikogo. Pamiętam, jak usiadłam na ławce, poproszona przez pewną mamę z córką/ p. Stasię i Dorotkę/ obok nich i usłyszałam: Przychodź do nas, my Ciebie potrzebujemy. I tak się zaczęło to w moim sercu, a za trzy lata włączyłam się w życie wspólnoty. Pierwsze lata jej istnienia w Bochni mnie ominęły, ale to, co było później, to moje życie przeniknięte przyjaźnią, wartościami, radością. Potrzebowali mnie, a ja potrzebowałam ich. I myślę, że nadal tak jest. W Lourdes na pielgrzymce Wiary i Światła, przeżyłam prawdziwą przyjaźń szczególnie z Agnieszką i jej mamą p. Danusią. Czułam, że jestem potrzebna, a Agnieszka – myślę czuła, że ja również jej potrzebuję. To jest piękne, tak wzajemnie się obdarowywać. Modląc się przy Grocie Matki Bożej, usłyszałam „zrób wszystko, co powie Ci mój Syn” i wierzcie mi tak jest do dziś: słucham i odnawiam przyjaźnie, bo one kształtują każdego człowieka. Kochani młodzi ludzie, proszę Was, nie bójcie się zaangażować, ofiarować trochę, a może więcej swojego czasu osobom, które Was potrzebują. Pamiętajcie, kto daje, ten wiele otrzymuje.
We wspólnocie każdy daje coś drugiemu, jesteśmy dla siebie bogactwem, którego nie da się policzyć. Dziękuję Wam wszystkim, których poznałam we wspólnocie i z którymi przeżywałam spotkania, obozy, pielgrzymki, rady i za wszystkie rozmowy, i wspólne modlitwy.

Kinga i Dominik G.

Decyzja o byciu razem

Do wspólnoty zaprosił nas ks. Zbigniew Szostak, ponad 20 lat temu. Chodziliśmy wtedy do klasy maturalnej i od niedawna byliśmy parą. Właściwie to wśród niepełnosprawnych we wspólnocie rozwijało się nasze uczucie i dojrzewaliśmy do decyzji o byciu razem na zawsze. Chwile przeżyte wśród przyjaciół z Wiary i Światła, modlitwa czy letnie obozy – to wszystko pozwalało odkryć siebie na nowo. Niepełnosprawny człowiek uczy pokory, wyjścia poza mury własnego ja, pomaga pokonywać bariery nieśmiałości i egoizmu, a także daje przykład bezwarunkowej miłości do Boga i innego człowieka. Każda chwila spędzona we wspólnocie Wiary i Światła, pozostała głęboko w nas. Staramy się pokazywać naszym dzieciom, jak wielką wartość ma spotkanie z niepełnosprawnymi, oddanie im cząstki swojego czasu i serca. Nawet, jeśli nie uczestniczymy już  w życiu wspólnoty,  to ona nadal jest w nas. Staramy się spotykać z przyjaciółmi,  wspominać i cieszyć wspólnie przeżytymi chwilami.

Justyna S.

Wspólnota to znaczy być zwyczajnym

„Ludzi trzeba kochać razem z ich wadami i ułomnościami, albo zrzec się miłości i przyjaźni!”. (F.Chwalibóg) Te słowa ukazują sens istnienia Wspólnot Wiara i Światło. W ich centrum znajdują się osoby w różnym stopniu upośledzone umysłowo: dzieci, młodzież, jak również osoby dorosłe. Są oni otoczeni przez członków swoich rodzin i przyjaciół, w szczególności ludzi młodych. Ważną rolę w każdej wspólnocie odgrywa także kapłan.

Działalność Wspólnot Wiara i Światło opiera się na przekonaniu, że każda osoba z upośledzeniem jest w pełni osobą ludzką, posiada wszystkie należne jej prawa, przede wszystkim do bycia kochaną, uznawaną i szanowaną, jak również prawo do otrzymywania każdej pomocy, umożliwiającej rozwijanie się na wszystkich poziomach. Wiara i Światło daje osobom z upośledzeniem umysłowym możliwość uznania siebie samych za osoby wyjątkowe. Wierzy, że każda osoba, zarówno zdrowa, jak i upośledzona, jest tak samo kochana przez Boga, i że Jezus żyje w niej, nawet jeśli ona sama nie potrafi lub też nie może tego w żaden sposób wyrazić. 

Symbolem Wspólnot Wiara i Światło jest łódka z siedzącymi w niej osobami, a jego wykonawcą był upośledzony umysłowo chłopiec – Marc Eberschweiler. To, co namalował, jest bardzo proste. Marc namalował 12 osób. Nie widać Jezusa, ale na pewno znajduje się w łodzi, śpi gdzieś na jej pokładzie. Na obrazku widzimy też słońce i chmury. Zapewne obrazek powstał w jakimś natchnieniu, ponieważ Marc nie umiał liczyć. Idea obrazka wykorzystywanego jako logo Wspólnot „Wiara i Światło”, jest następująca: w łódce jesteśmy my i wspólnie dokądś płyniemy, czasami morze jest wzburzone, czasami panuje cisza, czasami musimy wiosłować, a czasami wiatr wydyma żagle… Marc na pewno to wszystko rozumiał. Oto podpis towarzyszący jego rysunkowi: „O Panie, chmury rozpraszają się i pada na nas Twoje światło”. Głównym celem Wiary i Światła jest: zakładanie na całym świecie wspólnot, które umożliwiają nawiązanie głębokich więzi pomiędzy osobami z upośledzeniem umysłowym i ich rodzinami a pozostałymi członkami wspólnoty. Nieodłącznym elementem jest też budowanie braterskich więzi pomiędzy wspólnotami. Jak powtarza Jean Vanier – twórca Wiary i Światła – celem Wspólnot jest wprowadzenie osób upośledzonych umysłowo we wspólnotę Kościoła, jak również uwrażliwienie Kościoła na szczególne wartości, jakie niosą właśnie ci ludzie, którzy na ogół są odrzucani i usuwani na margines. Istotą ruchu jest okazywanie Bożej miłości wobec tych, których natura uczyniła słabszymi. Swoje cele wspólnota wypełnia poprzez regularne spotkania, w czasie których realizowane są trzy czasy: czas modlitwy, dzielenia się i czas świętowania. Do działalności Wspólnot należą także festiwale, pielgrzymki, rekolekcje, spotkania regionalne, krajowe i międzynarodowe, jak również spotkania formacyjne dla koordynatorów i animatorów ruchu, obozy letnie, zabawy karnawałowe, itp. Jako święto Wiary i Światła na całym świecie uznano dzień 2 lutego, którym jest Święto Światła.  Dla wspólnot jest to dzień, który ma „na nowo” przypominać, czym jest Wiara i Światło dla mnie oraz czym jest w Kościele. Ten szczególny dzień w roku jest odnowieniem swojej odpowiedzialności oraz troski o niesienie przesłań Wiary i Światła, bo wszystko co dobre, co Boże, trzeba troskliwie pielęgnować, utrwalać i podawać dalej. To dobry moment do zamyślenia się nad szczególnym charakterem i przesłaniem Wiary i Światła. My również uczestniczymy w tzw. Nabożeństwie Światła, które przypomina, że zawsze będziemy czerpać moc (wiarę i światło) od samego Chrystusa, będącego Światłością świata. Z kolei Dzień Głoszenia i Dzielenia – to dzień, w którym pragniemy pokazać także naszą przynależność do międzynarodowej rodziny wspólnot Wiary i Światła. Część ofiar pieniężnych, które otrzymujemy w tym dniu, a za które tak bardzo jesteśmy parafialnej wspólnocie wdzięczni – przekazujemy na potrzeby wspólnot ubogich w krajach, gdzie zakup chociażby herbaty, kawy, czy czegoś słodkiego na wspólne spotkanie – jest luksusem… Drzwi do naszej Wspólnoty są szeroko otwarte. Każdy może do nas przyjść i doświadczyć czegoś niezwykłego. Nikt tu nie patrzy na wiek czy status społeczny. Każdy może zobaczyć, że na pozór jesteśmy zwyczajni, ale razem tworzymy niezwykły i piękny „twór”, zbudowany na Bogu, dlatego trwały i wciąż pragnący wzrostu… może także dzięki tobie, bo każdy czyn jest jak kamień: można nim uderzyć, ale można też nim budować!

Danuta D.

Mam syna Michała, który urodził się z porażeniem mózgowym. Nie umie czytać, pisać, nie potrafi nauczyć się wierszyka, piosenki. Wymaga pomocy osób trzecich. Jego mowa jest zniekształcona, ale zrozumiała. Bardzo szybko się zniechęca, dekoncentruje podczas wykonywania nawet prostych zadań, jest w miarę samodzielny. Pomimo swojej choroby, jest dzieckiem pogodnym, bardzo wrażliwym. Obecnie ma 30 lat, jest z nim bardzo dobry kontakt. Już od najmłodszych lat uczestniczył we Wspólnocie Wiara i Światło. Ja zaś do Wspólnoty Wiara i Światło „Gumisie” zostałam zaproszona przez Panią Bożenkę w 2008r., wówczas kapelanem był ks. Mariusz Gródek. Zostaliśmy bardzo serdeczne przyjęci do grona uczestników. Dla Michała była to dalsza kontynuacja spotkań z najmłodszych lat, dla mnie było to nowe doświadczenie, które do dziś realizuję. Michał bardzo chętnie uczęszcza na spotkania, czeka na każdy piątek, choć nie zawsze chce brać udział w zabawach. Ogromną radość sprawiają mu comiesięczne Msze Święte, wszystkie uroczystości tj. andrzejki, imieniny, wigilie, mikołajki itp.
Wspólne wyjazdy na obozy dały mi doskonałą okazję do sprawdzenia swojego charakteru. To czas, kiedy ukazujemy nasze słabości, zalety a także zdolności, którymi możemy się dzielić z innymi. Uczymy się wzajemnej akceptacji, dzielimy się swoimi radościami, a czasami smutkami. Wyjazdy na obozy, to taka nasza odskocznia od codzienności, która daje nam możliwość wyciszenia się i naładowania akumulatorów dobrem na dalsze dźwiganie trudów życia.
To odkrycie radości, jaką niesie przyjaźń i wsparcie drugich osób, daje nam i naszym dzieciom pole do rozwoju intelektualnego w sferze duchowej i emocjonalnej. Każdy dzień we Wspólnocie czegoś nas uczy. Każda osoba tam spotkana, jest wielkim skarbem. Będąc członkiem Wspólnoty, moje życie bardzo się wzbogaciło, otworzyło serce na drugiego człowieka, dzieląc się radościami. Bardzo dziękuję Panu Bogu, że postawił na mojej i syna drodze tak wyjątkowych i życzliwych ludzi.

Bożena W.

Moja córka Agnieszka jest osobą niepełnosprawną od urodzenia. Nie umie czytać, pisać, ale na miarę swoich możliwości dobrze porozumiewamy się poprzez gestykulację. Obecnie uczęszcza na Warsztaty Terapii Zajęciowej w Brzesku. Agnieszka pomimo swojej choroby, jest bardzo wesoła, miła, uśmiechnięta a jednocześnie wrażliwa. Do wspólnoty Wiara i Światło „Gumisie” należymy od 2000 roku, do której zostałam zaproszona przez Panią Mariannę.
Zostałyśmy bardzo serdecznie i miło przyjęte. Agnieszka szybko zaadaptowała się wśród nowych osób i została zaakceptowana przez rówieśników. Na spotkania uczęszcza bardzo chętnie, bo jest to jakaś odskocznia od codzienności. Dla mnie spotkania w każdy piątek to radość. Wspólnie z wolontariuszami a także rodzicami osób z upośledzeniem, mamy możliwość rozmowy o problemach, jakie Bóg postawił na naszej drodze .
Poprzez Wspólnotę stałam się osobą bardziej otwartą na drugiego człowieka, od życzliwych osób otrzymuję również wiele cennych wskazówek. Przebywanie we Wspólnocie daje mi bardzo dużo siły do odnajdywania się w trudnych sytuacjach jak i do realizowania dalszych planów. Wspólne wyjazdy obozowe pozwalają mi sprawdzić swoje umiejętności i zdolności, z którymi można się dzielić z drugą osobą. Jest to czas, który spędzamy w miłej atmosferze, czas przemyśleń, wyciszenia a także odnowy w Duchu Świętym i nabrania sił na dalsze dni borykania się z codziennymi trudnościami życia. Pomimo niepełnosprawności córki Agnieszki, staram się być osobą otwartą i wrażliwą na potrzeby innych.
Dziękuję z całego serca za życzliwość osób postawionych na mojej drodze. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

Marianna K.

„Każde istnienie to Boży dar” „Każde istnienie to Boży dar” – czyli prawdziwa historia rodzica dziecka z upośledzeniem umysłowym.

Dzieci z upośledzeniem umysłowym też są Bożym darem. Rodzice dzieci niepełnosprawnych umysłowo spotykają się z różnymi reakcjami otoczenia. Jedni się użalają, litują nad takim „dopustem Bożym”, „krzyżem Pańskim”. Inni wyśmiewają się, czasem nawet opluwając dziecko (autentyczne zdarzenie!). Są też tacy, którzy głośno pytają: czy takie istnienie ma sens? TAK!!! Ma sens! 

Do Wspólnoty przyszłam razem z Elą, 19 marca 1994 r. Dostałam pisemne zaproszenie od ks. Zbigniewa Szostaka. Byłam zaskoczona serdecznym powitaniem przez młodzież i rodziców, każdy podawał rękę i wymawiał swoje imię, wszyscy stali w kręgu i śpiewali „Witamy Cię ALLELUJA”. Kim są dzieci z upośledzeniem umysłowym? Nie są to dzieci chore psychicznie! One po prostu myślą dużo wolniej, przez co trzeba im wiele razy coś powtarzać, aby to zrozumiały. Niektóre z nich nie mają pojęcia czasu, nie potrafią się skupić, ale jednocześnie są bardzo cierpliwe, nie narzucają się nikomu, potrafią czekać. Trzeba je uczyć, wymagać jak od każdego innego dziecka, a także chwalić nawet za najmniejszy sukces, co z pewnością zaowocuje szczerym, serdecznym uśmiechem z ich strony. Osoby upośledzone także mają prawo do pomyłek i uczenia się na własnych błędach. Wiem, co mówię, bo przez 30 lat byłam mamą Eli, córki z upośledzeniem umysłowym (zespół Downa, wada serca). W roku 1996, dzięki ks. Zbigniewowi,  8 grudnia, moja córka Elżbietka przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Jaka ona była szczęśliwa i dumna. Piszę „byłam”, gdyż Ela odeszła do Pana w sierpniu 2012 roku. Ela wiedziała, że  powoli umiera i mówiła: „Mama, serce nie chce bić, nie płakaj i nie bądź smutna, czekają, na mnie czekają”. Moja córka była szczęśliwa, a ja razem z nią. Szybko trzeba było powiedzieć : TAK – jak Matka Boża. Bóg nam zaufał, dając dziecko  upośledzone, abyśmy wszyscy w rodzinie mogli wydobyć z siebie miłość, cierpliwość, radość i zdolności potrzebne do wychowania i uczenia Tego Bożego Skarbu.

Przyjęcie dziecka niedoskonałego jest świadectwem naszego człowieczeństwa i odpowiedzią na Boże zaufanie, wtedy jest lżej, a czasem nawet bardzo wesoło. Moja córka, czuła i wiedziała, że jest kochana i potrzebna. Dziękuję Bogu za Jej życie, a Matce Bożej za siłę i opiekę.  Papież Jan Paweł II, w liście „Do moich Synów i Córek z ruchu Wiara i Światło” z 1991 r. napisał: „poprzez rzeczywisty ciężar, jaki niosą osoby upośledzone, są one – w swej prostocie – odbiciem piękna Boga, Jego życia i Jego miłości. To, co jest głupstwem w oczach ludzi, dla Ojca Niebieskiego stanowi prawdziwą mądrość”. Ruch Wiara i Światło daje osobom upośledzonym umysłowo przestrzeń, w której czują się bezpieczne, potrzebne, kochane i rozumiane. Są sobą! Do wspólnoty wraz z córką dołączyłyśmy w 1995 roku. Przyjęto nas życzliwie. Tutaj Ela nic nie musiała. Jeśli miała siłę, aby się bawić, to się bawiła, a jeśli czuła się źle, to siedziała i patrzyła, klaskała i była zadowolona, że jest w grupie, gdzie jest lubiana. Uczyła się mówić, śpiewać, modlić, a także rysować i wycinać. Jeżeli stan zdrowia na to pozwalał, to uczestniczyła w obozach, wycieczkach i pielgrzymkach. We wspólnocie czuła się potrzebna. Wiedziała, kiedy zbliżał się piątek – czas spotkań wspólnoty. Stawała się wtedy niecierpliwa, ponaglała, że „trzeba iść-dzieci czekają”. Bardzo przeżywała comiesięczne Msze święte wspólnotowe, a gdy miała na tyle sił, to z chęcią uczestniczyła w nabożeństwie parafialnym siódmego dnia każdego miesiąca oraz procesji, na którą zawsze była przygotowana, pilnując, by nie zapomnieć świeczki. Ruch Wiara i Światło ukazuje, że nasze dzieci mają prawo do życia, tolerancji i zrozumienia przez społeczeństwo. Pokazuje, że są potrzebne, by budzić ludzkie sumienia i otworzyć oczy na inny, piękny, bezinteresowny świat. Dlatego tak ważne jest, aby do wspólnoty zapraszać rodziców z dziećmi mającymi już nawet 3-5 lat, aby wspólnota pomagała im się rozwijać. W każdy piątek chodzę na spotkania Wspólnoty, by się ze wszystkimi  modlić , jeździć na wycieczki,  nabrać sił , aby przyjść na spotkanie za tydzień. Cieszę się, bo ostatnio przyszły nowe osoby, będzie radośnie i wesoło, nastąpiło odrodzenie. Wszystkim Wolontariuszom życzę Szczęść Boże, bo bez nich Wspólnota by nie istniała.Jak mówił Jean Vanier – twórca Wiary i Światła: „otwórz serce, a zyskasz przyjaciela”.

Zofia K.

Do Wspólnoty Wiara i Światło w Bochni należymy wraz z synem Stasiem od początku jej istnienia. Staś jest upośledzony umysłowo. Odkąd zaczął chodzić na spotkania, bardzo dobrze się tam czuł, bo mógł się spotkać z kolegami i koleżankami, którzy byli tak samo chorzy. Organizowano dla nich różne zabawy, konkursy, śpiewy, scenki biblijne a także wycieczki, pielgrzymki i obóz. Zaraz w pierwszym roku założenia Wspólnoty, pojechaliśmy na obóz i tak jest co roku. Wspólnota Wiara i Światło pomogła też naszym dzieciom przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej Uroczystość miała miejsce w 1995r. Przystąpiło 9 dzieci, a przygotowywał ich wówczas nasz kapelan ks. Zbigniew Szostak. Staś do dnia dzisiejszego chce uczęszczać na spotkania i na nasze wspólnotowe Msze Święte, które odbywają się raz w miesiącu. Mnie osobiście spotkania również dały wiele doświadczeń, między innymi, żeby być otwartym na drugiego człowieka. Rozmowy z mamami, które też mają dzieci upośledzone, nauczyły mnie cierpliwości i wiary, że wszystko trzeba przyjmować z otwartym sercem i modlić się, ażeby Matka Boża miała nas w opiece i wspierała swoimi łaskami.

ŚWIADECTWA

RODZICÓW

ŚWIADECTWA

RODZICÓW

Danuta D.

Mam syna Michała, który urodził się z porażeniem mózgowym. Nie umie czytać, pisać, nie potrafi nauczyć się wierszyka, piosenki. Wymaga pomocy osób trzecich. Jego mowa jest zniekształcona, ale zrozumiała. Bardzo szybko się zniechęca, dekoncentruje podczas wykonywania nawet prostych zadań, jest w miarę samodzielny. Pomimo swojej choroby, jest dzieckiem pogodnym, bardzo wrażliwym. Obecnie ma 30 lat, jest z nim bardzo dobry kontakt. Już od najmłodszych lat uczestniczył we Wspólnocie Wiara i Światło. Ja zaś do Wspólnoty Wiara i Światło „Gumisie” zostałam zaproszona przez Panią Bożenkę w 2008r., wówczas kapelanem był ks. Mariusz Gródek. Zostaliśmy bardzo serdeczne przyjęci do grona uczestników. Dla Michała była to dalsza kontynuacja spotkań z najmłodszych lat, dla mnie było to nowe doświadczenie, które do dziś realizuję. Michał bardzo chętnie uczęszcza na spotkania, czeka na każdy piątek, choć nie zawsze chce brać udział w zabawach. Ogromną radość sprawiają mu comiesięczne Msze Święte, wszystkie uroczystości tj. andrzejki, imieniny, wigilie, mikołajki itp.
Wspólne wyjazdy na obozy dały mi doskonałą okazję do sprawdzenia swojego charakteru. To czas, kiedy ukazujemy nasze słabości, zalety a także zdolności, którymi możemy się dzielić z innymi. Uczymy się wzajemnej akceptacji, dzielimy się swoimi radościami, a czasami smutkami. Wyjazdy na obozy, to taka nasza odskocznia od codzienności, która daje nam możliwość wyciszenia się i naładowania akumulatorów dobrem na dalsze dźwiganie trudów życia.
To odkrycie radości, jaką niesie przyjaźń i wsparcie drugich osób, daje nam i naszym dzieciom pole do rozwoju intelektualnego w sferze duchowej i emocjonalnej. Każdy dzień we Wspólnocie czegoś nas uczy. Każda osoba tam spotkana, jest wielkim skarbem. Będąc członkiem Wspólnoty, moje życie bardzo się wzbogaciło, otworzyło serce na drugiego człowieka, dzieląc się radościami. Bardzo dziękuję Panu Bogu, że postawił na mojej i syna drodze tak wyjątkowych i życzliwych ludzi.

Bożena W.

Moja córka Agnieszka jest osobą niepełnosprawną od urodzenia. Nie umie czytać, pisać, ale na miarę swoich możliwości dobrze porozumiewamy się poprzez gestykulację. Obecnie uczęszcza na Warsztaty Terapii Zajęciowej w Brzesku. Agnieszka pomimo swojej choroby, jest bardzo wesoła, miła, uśmiechnięta a jednocześnie wrażliwa. Do wspólnoty Wiara i Światło „Gumisie” należymy od 2000 roku, do której zostałam zaproszona przez Panią Mariannę.
Zostałyśmy bardzo serdecznie i miło przyjęte. Agnieszka szybko zaadaptowała się wśród nowych osób i została zaakceptowana przez rówieśników. Na spotkania uczęszcza bardzo chętnie, bo jest to jakaś odskocznia od codzienności. Dla mnie spotkania w każdy piątek to radość. Wspólnie z wolontariuszami a także rodzicami osób z upośledzeniem, mamy możliwość rozmowy o problemach, jakie Bóg postawił na naszej drodze .
Poprzez Wspólnotę stałam się osobą bardziej otwartą na drugiego człowieka, od życzliwych osób otrzymuję również wiele cennych wskazówek. Przebywanie we Wspólnocie daje mi bardzo dużo siły do odnajdywania się w trudnych sytuacjach jak i do realizowania dalszych planów. Wspólne wyjazdy obozowe pozwalają mi sprawdzić swoje umiejętności i zdolności, z którymi można się dzielić z drugą osobą. Jest to czas, który spędzamy w miłej atmosferze, czas przemyśleń, wyciszenia a także odnowy w Duchu Świętym i nabrania sił na dalsze dni borykania się z codziennymi trudnościami życia. Pomimo niepełnosprawności córki Agnieszki, staram się być osobą otwartą i wrażliwą na potrzeby innych.
Dziękuję z całego serca za życzliwość osób postawionych na mojej drodze. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

Marianna K.

„Każde istnienie to Boży dar” „Każde istnienie to Boży dar” – czyli prawdziwa historia rodzica dziecka z upośledzeniem umysłowym.

Dzieci z upośledzeniem umysłowym też są Bożym darem. Rodzice dzieci niepełnosprawnych umysłowo spotykają się z różnymi reakcjami otoczenia. Jedni się użalają, litują nad takim „dopustem Bożym”, „krzyżem Pańskim”. Inni wyśmiewają się, czasem nawet opluwając dziecko (autentyczne zdarzenie!). Są też tacy, którzy głośno pytają: czy takie istnienie ma sens? TAK!!! Ma sens! 

Do Wspólnoty przyszłam razem z Elą, 19 marca 1994 r. Dostałam pisemne zaproszenie od ks. Zbigniewa Szostaka. Byłam zaskoczona serdecznym powitaniem przez młodzież i rodziców, każdy podawał rękę i wymawiał swoje imię, wszyscy stali w kręgu i śpiewali „Witamy Cię ALLELUJA”. Kim są dzieci z upośledzeniem umysłowym? Nie są to dzieci chore psychicznie! One po prostu myślą dużo wolniej, przez co trzeba im wiele razy coś powtarzać, aby to zrozumiały. Niektóre z nich nie mają pojęcia czasu, nie potrafią się skupić, ale jednocześnie są bardzo cierpliwe, nie narzucają się nikomu, potrafią czekać. Trzeba je uczyć, wymagać jak od każdego innego dziecka, a także chwalić nawet za najmniejszy sukces, co z pewnością zaowocuje szczerym, serdecznym uśmiechem z ich strony. Osoby upośledzone także mają prawo do pomyłek i uczenia się na własnych błędach. Wiem, co mówię, bo przez 30 lat byłam mamą Eli, córki z upośledzeniem umysłowym (zespół Downa, wada serca). W roku 1996, dzięki ks. Zbigniewowi,  8 grudnia, moja córka Elżbietka przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Jaka ona była szczęśliwa i dumna. Piszę „byłam”, gdyż Ela odeszła do Pana w sierpniu 2012 roku. Ela wiedziała, że  powoli umiera i mówiła: „Mama, serce nie chce bić, nie płakaj i nie bądź smutna, czekają, na mnie czekają”. Moja córka była szczęśliwa, a ja razem z nią. Szybko trzeba było powiedzieć : TAK – jak Matka Boża. Bóg nam zaufał, dając dziecko  upośledzone, abyśmy wszyscy w rodzinie mogli wydobyć z siebie miłość, cierpliwość, radość i zdolności potrzebne do wychowania i uczenia Tego Bożego Skarbu.

Przyjęcie dziecka niedoskonałego jest świadectwem naszego człowieczeństwa i odpowiedzią na Boże zaufanie, wtedy jest lżej, a czasem nawet bardzo wesoło. Moja córka, czuła i wiedziała, że jest kochana i potrzebna. Dziękuję Bogu za Jej życie, a Matce Bożej za siłę i opiekę.  Papież Jan Paweł II, w liście „Do moich Synów i Córek z ruchu Wiara i Światło” z 1991 r. napisał: „poprzez rzeczywisty ciężar, jaki niosą osoby upośledzone, są one – w swej prostocie – odbiciem piękna Boga, Jego życia i Jego miłości. To, co jest głupstwem w oczach ludzi, dla Ojca Niebieskiego stanowi prawdziwą mądrość”. Ruch Wiara i Światło daje osobom upośledzonym umysłowo przestrzeń, w której czują się bezpieczne, potrzebne, kochane i rozumiane. Są sobą! Do wspólnoty wraz z córką dołączyłyśmy w 1995 roku. Przyjęto nas życzliwie. Tutaj Ela nic nie musiała. Jeśli miała siłę, aby się bawić, to się bawiła, a jeśli czuła się źle, to siedziała i patrzyła, klaskała i była zadowolona, że jest w grupie, gdzie jest lubiana. Uczyła się mówić, śpiewać, modlić, a także rysować i wycinać. Jeżeli stan zdrowia na to pozwalał, to uczestniczyła w obozach, wycieczkach i pielgrzymkach. We wspólnocie czuła się potrzebna. Wiedziała, kiedy zbliżał się piątek – czas spotkań wspólnoty. Stawała się wtedy niecierpliwa, ponaglała, że „trzeba iść-dzieci czekają”. Bardzo przeżywała comiesięczne Msze święte wspólnotowe, a gdy miała na tyle sił, to z chęcią uczestniczyła w nabożeństwie parafialnym siódmego dnia każdego miesiąca oraz procesji, na którą zawsze była przygotowana, pilnując, by nie zapomnieć świeczki. Ruch Wiara i Światło ukazuje, że nasze dzieci mają prawo do życia, tolerancji i zrozumienia przez społeczeństwo. Pokazuje, że są potrzebne, by budzić ludzkie sumienia i otworzyć oczy na inny, piękny, bezinteresowny świat. Dlatego tak ważne jest, aby do wspólnoty zapraszać rodziców z dziećmi mającymi już nawet 3-5 lat, aby wspólnota pomagała im się rozwijać. W każdy piątek chodzę na spotkania Wspólnoty, by się ze wszystkimi  modlić , jeździć na wycieczki,  nabrać sił , aby przyjść na spotkanie za tydzień. Cieszę się, bo ostatnio przyszły nowe osoby, będzie radośnie i wesoło, nastąpiło odrodzenie. Wszystkim Wolontariuszom życzę Szczęść Boże, bo bez nich Wspólnota by nie istniała.Jak mówił Jean Vanier – twórca Wiary i Światła: „otwórz serce, a zyskasz przyjaciela”.

Zuzanna K.

Do Wspólnoty Wiara i Światło w Bochni należymy wraz z synem Stasiem od początku jej istnienia. Staś jest upośledzony umysłowo. Odkąd zaczął chodzić na spotkania, bardzo dobrze się tam czuł, bo mógł się spotkać z kolegami i koleżankami, którzy byli tak samo chorzy. Organizowano dla nich różne zabawy, konkursy, śpiewy, scenki biblijne a także wycieczki, pielgrzymki i obóz. Zaraz w pierwszym roku założenia Wspólnoty, pojechaliśmy na obóz i tak jest co roku. Wspólnota Wiara i Światło pomogła też naszym dzieciom przystąpić do Pierwszej Komunii Świętej Uroczystość miała miejsce w 1995r. Przystąpiło 9 dzieci, a przygotowywał ich wówczas nasz kapelan ks. Zbigniew Szostak. Staś do dnia dzisiejszego chce uczęszczać na spotkania i na nasze wspólnotowe Msze Święte, które odbywają się raz w miesiącu. Mnie osobiście spotkania również dały wiele doświadczeń, między innymi, żeby być otwartym na drugiego człowieka. Rozmowy z mamami, które też mają dzieci upośledzone, nauczyły mnie cierpliwości i wiary, że wszystko trzeba przyjmować z otwartym sercem i modlić się, ażeby Matka Boża miała nas w opiece i wspierała swoimi łaskami.

ŚWIADECTWA

KAPŁANÓW

ks. Mariusz G.

Bogactwo szczerości ludzkich relacji

Ze wspólnotą „Wiara i Światło” (co ciekawe właśnie z bocheńskimi „Gumisiami”) po raz pierwszy zetknąłem się 14 lat temu, w czasie mojej praktyki duszpasterskiej (jako diakon). W tamtym czasie było to dla mnie całkiem nowe doświadczenie życiowe, gdyż nie miałem wcześniej styczności z osobami upośledzonymi umysłowo. Muszę przyznać, że niewiele pamiętam z tamtych spotkań, ale przynajmniej wiedziałem już, że takie wspólnoty działają. Kiedy po ponad 7 latach ponownie znalazłem się w parafii św. Mikołaja (tym razem już jako wikariusz), otrzymałem w „przydziale” pracy duszpasterskiej wspólnotę Wiara i Światło i wtedy wiedziałem, z kim będę miał „do czynienia”. Przyznam, że początki nie były łatwe, bo jak w każdej wspólnocie ważną sprawą jest więź, którą buduje się niejednokrotnie bardzo długo. Jednak poprzez udział w cotygodniowych spotkaniach, wspólnej comiesięcznej Eucharystii i powolnym wchodzeniu we wspólnotę udawało mi się stawać rzeczywiście ich kapelanem (bo taką mam rolę). Bardzo ważnym czasem, bogatym w nowe doświadczenia był wyjazd na pierwszy wakacyjny obóz (wtedy do Łąkty Górnej). Wspólnie spędzone kilkanaście dni, pozwoliło mi jeszcze głębiej wejść we wspólnotę, lepiej poznać „świat” dziecka upośledzonego umysłowo (oraz rodziców tych dzieci), a także nauczyło jeszcze większego szacunku do życia każdego człowieka. Warto wspomnieć również, że w kolejnych latach mojej posługi jako kapelana, Wspólnota mocno złączyła się z Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie i klerycy mieli możliwość spędzania obozów wakacyjnych, pomagając wspólnocie. Z satysfakcją mogę patrzeć na kapłanów, którzy w latach mojej posługi, jako klerycy spędzali ten czas z nami. Każdy z nich w większym czy mniejszym stopniu obecnie pracuje wśród osób z niepełnosprawnością intelektualną i jak sami podkreślają, wspólnota stała się tą „pierwszą szkołą”, z której czerpią doświadczenie. Stąd, mieli z nią kontakt kapłani: ks. Andrzej Jasnos, ks. Piotr Obrzut, ks. Marek Migacz, ks. Arkadiusz Bobola, ks. Maciej Igielski, ks. Sebastian Ligęska, ks. Paweł Dąbrowa, ks. Kamil Pawlik, ks. Jakub Matura oraz Bartosz Chęciek; obecnie posługujący w każdym zakątku diecezji tarnowskiej.Teraz po 7 latach bycia we wspólnocie, mogę powiedzieć, że wiele mi ona dała jako kapłanowi i człowiekowi, uwrażliwiła na potrzeby drugiego człowieka i wśród tych ludzi „nie w pełni sprawnych”, mogę nieustannie odkrywać bogactwo szczerości ludzkich relacji, piękno miłości bliźniego oraz prostotę wdzięczności. Praca z każdą wspólnotą parafialną jest ważna i wymagająca, ale ta daje bardzo wiele radości, a wytworzone więzi, mają wielkie znaczenie dla nas, tworzących tę wspólnotę. Jako kapelan pragnę zaprosić wszystkich chętnych do działania w naszej wspólnocie „Gumisie” (jako wolontariusze – „paszczaki”) a także do pamięci w modlitwie.

ks. Zbigniew Sz.

Kapelan wspólnoty w latach 1993 – 2001

Odkrywanie na nowo serca Ewangelii

25–lat temu przyszło mi współtworzyć Wspólnotę Wiara i Światło „Gumisie”. Dziś już nikogo nie dziwi jej działalność, a tym bardziej osoba z niepełnosprawnością umysłową. Jednak w 1993 roku nie było łatwo przebić się z myślą i ideą Jeana Vaniera do świadomości ludzi, także tych tworzących wspólnotę parafialną. Osoby z upośledzeniem były niejednokrotnie ograniczone do czterech ścian swojego pokoju. Rodzice, choć odczuwali potrzebę uczynienia czegoś dla swoich dzieci, podlegali presji środowiska i wstydu, wypływającego z inności ich rodzin. Trudno było także im uwierzyć, że każda osoba, zdrowa czy upośledzona, jest tak samo kochana przez Boga, i że Jezus żyje w niej, nawet jeśli nie może ona tego wyrazić (Wiara i Światło. Karta i Konstytucja, Kraków 200, s. 25). Takiej wiary nie brakowało rodzicom, którzy postanowili przebić mur niemożności, samotności oraz wstydu. Początki były trudne, jednak odpowiedź młodych ludzi, często licealistów, pełna entuzjazmu i szalonego zapału, mnie kapłanowi z siedmioletnim stażem, dała siłę, by zrobić coś, co wtedy wydawało się „szalone”. I tak, z dużej iskry potrzeby miłości i dzielenia się miłością, powstała Wspólnota, która jako jedyna do dziś istnieje w Bochni. Kapelan Wspólnoty ma towarzyszyć osobom upośledzonym, ich rodzinom i przyjaciołom. To towarzyszenie wyraża się przede wszystkim w obecności i kapłańskiej posłudze. Wydaje się to takie proste i oczywiste. Jednak 25 lat temu posługa sakramentalna wobec osób upośledzonych nie była łatwą sprawą. Wynikało to nie tylko z braku dokumentów i praktycznych wskazówek ze strony Kościoła, ale i z braku przygotowania kapłanów do tej specyficznej roli.
Pierwsza Komunia św. we wspólnocie Wiara i Światło to – dla mnie księdza z 32 – letnią posługą, kiedy wspominam tamto wydarzenie, jawi się jako – jedno z ważniejszych i piękniejszych w moim kapłańskim życiu. Do dzisiaj pamiętam nie tylko jakieś wielkie wzruszenie, radość, ale i spełnienie oczekiwań rodziców tych 9 osób, przystępujących wtedy do stołu Pańskiego, bo przecież kilkoro miało już po kilkadziesiąt lat np. Dorotka, Stasiu, Darek, Mirek. Sam przeżyłem ten dzień, jako bardzo głębokie doświadczenie wielkości powołania kapłańskiego i poczucie, że jest się bardzo potrzebnym ludziom, którzy oczekują zarówno wsparcia w drodze na spotkanie z Bogiem, ale i odkrycia swojej godności, jako pełnoprawnej osoby w środowisku, wspólnocie parafialnej i pełnej godności dziecka Bożego.
Poprzez uroczystość Pierwszej Komunii św., zarówno rodziny jak i członkowie wspólnoty Wiara i Światło a także mieszkańcy Bochni, przeżyli prawdę o wielkiej miłości Boga do człowieka, który bez względu na osoby, kocha każdego i pragnie obdarować go największym darem, jakim jest dar Eucharystycznego Chleba. Chce On również uświadomić każdemu prawdę o godności osoby ludzkiej, która mimo swojej ułomności fizycznej lub psychicznej, posiada swoją niezbywalną godność i pełne prawo do uczestniczenia w życiu, zarówno w wymiarze społecznym jak i religijnym.
Uroczystość Pierwszej Komunii św. była także swoistą nagrodą i konsekwencją religijnego wychowania tych dzieci w rodzinach. Byli oni obecni na Mszach św. nie tylko comiesięcznych razem ze wspólnotą, ale w większości przypadków coniedzielnych, a często i w ciągu tygodnia. Dorotka z mamą, która siedziała w prezbiterium w pierwszej ławce i umiała całą Mszę św. na pamięć i często z radości, że może ją przeżywać, dosyć głośno odpowiadała lub śpiewała, czy Stasiu z mamą, którzy siedzieli nieco dalej, ale w zasięgu wzroku od ołtarza bocheńskiego kościoła.
Wydaje mi się, że dla wielu z nas; osób odpowiedzialnych we wspólnocie oraz rodziców jak i wielu uczestników tej uroczystości, oprócz wielkiej radości i duchowych wzruszeń, było doświadczenie spełnienia powinności wobec naszych Przyjaciół, którym umożliwiliśmy pełne uczestniczenie we Mszy św. i spotkanie z Panem Jezusem w Komunii św. 
Owocem tego wydarzenia i jakby potwierdzeniem słuszności podjętej wówczas decyzji, była i jest kontynuacja tych spotkań z Jezusem i możliwość pełnego czerpania ze źródeł zbawienia tego daru łaski, który umożliwia, mimo ludzkich słabości, spokojne i pełne nadziei kroczenie drogami codziennego życia na spotkanie ze Zbawicielem na uczcie, w Królestwie Niebieskim. On sam nie tylko zaprasza każdego nas do udziału w tej Uczcie, ale każdemu bez wyjątku, daje pełne prawo i możliwość skorzystania z tego zaproszenia, aby osiągnąć pełnię życia i szczęścia zbawionych.
Radością jest dla mnie również odkrywanie swojego powołania przez młodych ludzi we wspólnocie, które miałem okazję obserwować na przestrzeni lat mojego posługiwania jako kapelana. Wielu młodych angażowało się w życie i działalność wspólnoty. Jedni na krótko, inni związali z nią całe swoje życie. Wielkim darem dla mnie, jako kapelana, była możliwość towarzyszenia ludziom w odkrywaniu wzajemnej miłości i powołania do małżeństwa. Zawsze, przy błogosławieniu nowych związków małżeńskich, wspólnota, z której wyszli młodzi, była obecna i dawała świadectwo o wielkiej Miłości Boga. Nie ma większej radości, kiedy kapłan może doświadczyć powołania młodego człowieka na wyłączną służbę w Kościele. I wspólnota okazała się miejscem, gdzie Bóg zarzucił sieci i pociągnął tych, co Mu odpowiedzieli „tak”. W czasie mojego posługiwania otworzyli się na Głos Boga: s. Elżbieta Strach CMT , s. Amadea Justyna Marek CMBB, ks. Rafał Łukasik, br. Piotr Blum OFMCap oraz ks. Andrzej Jasnos.
Słowa z Karty: Wiara i Światło oferuje kapłanom możliwość odkrycia na nowo serca Ewangelii, dobrej nowiny Jezusa Chrystusa, którą głoszą ubodzy, a także odnalezienia źródła odnowy swojej posługi (Karta Wiary i Światła, Kraków 2009, s. 2), dziś jeszcze mocniej oddziałują na moje kapłaństwo i na posługę wśród ludzi. „Ubodzy” – tak określa Jean Vanier upośledzonych umysłowo – są nam kapłanom potrzebni, gdyż to w nich możemy doświadczyć źródła Ewangelii jakim jest Miłość samego Boga. W świecie ogarniętym powszechnym zdobywaniem, sukcesem, młodością, karierą i wieczną młodością oraz zdrowiem, kapłan może mieć pokusę „wejścia” w ten świat. I tu Bóg przychodzi do nas w tych ubogich, słabych i potrzebujących nas, byśmy zobaczyli i doświadczyli, że to my ich potrzebujemy, by być bliżej Boga.

ŚWIADECTWA

INNYCH OSÓB

Agnieszka K.

Dyrektor Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi w Pustkowie – Osiedlu
(gościła wspólnotę na obozie wakacyjnym w 2017 roku)

Uścisk Gumisia

Spotkanie z nieznanymi ludźmi niesie zawsze zaciekawienie, niepewność, ale także pewien niepokój. Czy znajdę z nimi wspólny język? Czy będzie między nami jakaś nić porozumienia? Czy będziemy odbierać na tych samych falach? Moje wątpliwości szybko się rozwiały, kiedy bezpośrednio spotkałam się z ludźmi należącymi do bocheńskiej wspólnoty Wiara i Światło. Oni sami nazywają siebie Gumisiami. Kiedy przyjechałam do pustkowskiej szkoły latem 2017 roku, aby ich powitać – zobaczyłam ludzi w różnym wieku – dzieci, młodzież, ludzi dojrzałych. Niektórzy z nich byli ubrani w niebieskie koszulki z sympatycznym napisem GUMISIE. Kiedy przyjechali, witałam ich serdecznie w naszych szkolnych progach. Wszyscy emanowali wielką radością. Mimo, że miejsce było dla nich nowe i nieznane – w moim przekonaniu –oni od razu poczuli się dobrze, jak u siebie w domu. Byłam dla nich obcą osobą, widzieli mnie po raz pierwszy, a jednak to nie stanowiło dla nich bariery. Kiedy wchodzili, witali się ciepło, przytulali, wypowiadali swoje imiona i mocno ściskali moją dłoń. W tym uścisku przekazywali swoje emocje i uczucia: radość z przybycia, radość z życia, radość wspólnoty, radość z czasu, który mają razem spędzić. Uścisk dłoni – to niby zwyczajny, ludzki gest, a jednak… W swoim życiu doznałam różnych uścisków dłoni. Były uściski delikatne, ciepłe, chłodne (dosłownie i w przenośni), służbowe itd. W tym prostym geście – bez słów- mieści się tyle uczuć! Nie musieliśmy wiele do siebie mówić na początku naszej znajomości – tym bardziej, że niejednokrotnie mowa osoby niepełnosprawnej nie zawsze jest wyraźna, płynna, zrozumiała. Jednak mowa ciała wyraża przecież całego człowieka. W ludziach niepełnosprawnych umysłowo jest tyle wewnętrznego ciepła i autentyczności. Wiem, że nie odkrywam teraz Ameryki, ale piszę to z pełną świadomością. Oni nie kryją swoich uczuć – jeśli się śmieją, to całym sobą, jeśli płaczą to nie tylko w ukryciu, jeśli się złoszczą, gniewają, to od razu widać. Ich uczucia są po prostu wypisane na twarzy – są autentyczne i prawdziwe. A jak dalej rozwijała się nasza znajomość? Zaprosili mnie na wspólną Eucharystię – wyjątkową i niezwykłą! Wyjątkową, bo sprawowaną nie w kościele, ale w sali lekcyjnej, przekształconej w kaplicę. Kaplicę pachnącą polnymi kwiatami, latem, wakacjami. W kaplicy, w której oprócz ołtarza przykrytym białym obrusem, uwagę zwracały obrazki z logo wspólnoty. Wokół ołtarza w półkolu stały krzesła. Msza Święta w tak ścisłym gronie budowała więź między kapłanem i ludźmi, którzy w niej uczestniczyli. Byli to wolontariusze – młodzi, empatyczni ludzie, którzy swoje wolne, wakacyjne dni postanowili spędzić z niepełnosprawnymi dziećmi. Byli także rodzice i opiekunowie niepełnosprawnych. Byli także goście – wśród których znalazła się moja siostra, ja oraz kilku naszych uczniów. W mojej pamięci podczas tych niezwykłych Mszy Świętych pozostały krótkie scenki ilustrujące ewangeliczny przekaz, przygotowanych przez uczestników obozu pod czujnym okiem wolontariuszy. Ponadto przepiękna liturgia, śpiewy, kazania – krótkie aczkolwiek proste w swym przesłaniu, aby wszyscy bez względu na poziom rozumienia mogli coś zapamiętać, przeżyć, przemyśleć. A propos kaznodziei … Tu zatrzymam się na chwilę… Kiedy wszedł do kaplicy, ubrany w ornat, wszyscy zwrócili uwagę na jego stopy. Nie! Nie były bynajmniej brudne czy zaniedbane. Ksiądz Andrzej miał ubrane sandały, a na stopach były skarpetki w różnokolorowe paski. Dominowała wśród nich barwa różowa. Nie ukrywam, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech i ogniki w oczach. Po chwili zastanowienia zrozumiałam, że Ksiądz Andrzej w pełni utożsamia się ze wspólnotą. To był ich znak rozpoznawczy… Kiedy nadszedł czas przekazania sobie znaku pokoju, znów poczułam ciepłe, mocne uściski dłoni, zobaczyłam morze dobroci i ufności w szczerych spojrzeniach i zniewalające uśmiechy na twarzach. Po prostu czuło się wspólnotowego ducha, pełną akceptację drugiego człowieka i szczerość, której nie zawsze doświadcza się w codziennym życiu… Chciałam jeszcze podzielić jedną refleksją. W tym wszystkim trudno nie wspomnieć rodziców i opiekunów Gumisiów – tych większych i tych mniejszych. Oni – rodzice potrzebują takich spotkań, wyjazdów, gdzie mogą porozmawiać, podzielić się swoimi zmartwieniami i radościami, doświadczeniem. We wspólnocie ludzie rozumieją ich trudną codzienność, troskę o swoje dziecko. Tutaj rozumie się ich zmęczenie, zatroskane oczy, przedwczesne zmarszczki na twarzy, spracowane ręce… Tutaj mogą znaleźć wsparcie duchowe w osobie Księdza, który nie patrzy niecierpliwie na zegarek tylko ma czas na ,,długie, nocne Polaków rozmowy”. Chwile wytchnienia znajdowali, kiedy dzieci poszły spać. Oni wtedy mogli po prostu porozmawiać, pożartować, a czasami pomilczeć, ale razem, we wspólnocie. Dziękuję Kochani, że Was spotkałam i mogłam chociaż kilka chwil spędzić z Wami!

br. Korneliusz

O Wspólnocie Wiara i Światło GUMISIE z Bochni usłyszałem pierwszy raz w 2011 roku. Otrzymałem od jednej osoby ze wspólnoty zaproszenie na obóz do Łąkty Górnej, które przyjąłem z miłą chęcią, mając na uwadze przebywanie z dziećmi niepełnosprawnymi. Dla mnie było to coś nowego. Będąc już na obozie, zaskoczyło mnie takie radosne i proste przyjęcie przez dzieci i członków tej wspólnoty. Przeżywając wspólnie chwilę zabawy, modlitwy, codziennej Eucharystii i rozmów, zrozumiałem jak wiele miłości, radości, pogody ducha i refleksji nad życiem przynosi przebywanie z Nimi. Będąc zbudowany atmosferą i tą żywą relacją z wszystkimi, nie miałem chwili zawahania, gdy otrzymałem kolejne zaproszenie na obóz, tym razem do Kamionnej. Było wspaniale.

ŚWIADECTWA

KAPŁANÓW

ks. Mariusz G.

Bogactwo szczerości ludzkich relacji

Ze wspólnotą „Wiara i Światło” (co ciekawe właśnie z bocheńskimi „Gumisiami”) po raz pierwszy zetknąłem się 14 lat temu, w czasie mojej praktyki duszpasterskiej (jako diakon). W tamtym czasie było to dla mnie całkiem nowe doświadczenie życiowe, gdyż nie miałem wcześniej styczności z osobami upośledzonymi umysłowo. Muszę przyznać, że niewiele pamiętam z tamtych spotkań, ale przynajmniej wiedziałem już, że takie wspólnoty działają. Kiedy po ponad 7 latach ponownie znalazłem się w parafii św. Mikołaja (tym razem już jako wikariusz), otrzymałem w „przydziale” pracy duszpasterskiej wspólnotę Wiara i Światło i wtedy wiedziałem, z kim będę miał „do czynienia”. Przyznam, że początki nie były łatwe, bo jak w każdej wspólnocie ważną sprawą jest więź, którą buduje się niejednokrotnie bardzo długo. Jednak poprzez udział w cotygodniowych spotkaniach, wspólnej comiesięcznej Eucharystii i powolnym wchodzeniu we wspólnotę udawało mi się stawać rzeczywiście ich kapelanem (bo taką mam rolę). Bardzo ważnym czasem, bogatym w nowe doświadczenia był wyjazd na pierwszy wakacyjny obóz (wtedy do Łąkty Górnej). Wspólnie spędzone kilkanaście dni, pozwoliło mi jeszcze głębiej wejść we wspólnotę, lepiej poznać „świat” dziecka upośledzonego umysłowo (oraz rodziców tych dzieci), a także nauczyło jeszcze większego szacunku do życia każdego człowieka. Warto wspomnieć również, że w kolejnych latach mojej posługi jako kapelana, Wspólnota mocno złączyła się z Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie i klerycy mieli możliwość spędzania obozów wakacyjnych, pomagając wspólnocie. Z satysfakcją mogę patrzeć na kapłanów, którzy w latach mojej posługi, jako klerycy spędzali ten czas z nami. Każdy z nich w większym czy mniejszym stopniu obecnie pracuje wśród osób z niepełnosprawnością intelektualną i jak sami podkreślają, wspólnota stała się tą „pierwszą szkołą”, z której czerpią doświadczenie. Stąd, mieli z nią kontakt kapłani: ks. Andrzej Jasnos, ks. Piotr Obrzut, ks. Marek Migacz, ks. Arkadiusz Bobola, ks. Maciej Igielski, ks. Sebastian Ligęska, ks. Paweł Dąbrowa, ks. Kamil Pawlik, ks. Jakub Matura oraz Bartosz Chęciek; obecnie posługujący w każdym zakątku diecezji tarnowskiej.Teraz po 7 latach bycia we wspólnocie, mogę powiedzieć, że wiele mi ona dała jako kapłanowi i człowiekowi, uwrażliwiła na potrzeby drugiego człowieka i wśród tych ludzi „nie w pełni sprawnych”, mogę nieustannie odkrywać bogactwo szczerości ludzkich relacji, piękno miłości bliźniego oraz prostotę wdzięczności. Praca z każdą wspólnotą parafialną jest ważna i wymagająca, ale ta daje bardzo wiele radości, a wytworzone więzi, mają wielkie znaczenie dla nas, tworzących tę wspólnotę. Jako kapelan pragnę zaprosić wszystkich chętnych do działania w naszej wspólnocie „Gumisie” (jako wolontariusze – „paszczaki”) a także do pamięci w modlitwie.

ks. Zbigniew Sz.

Kapelan wspólnoty w latach 1993 – 2001

Odkrywanie na nowo serca Ewangelii

25–lat temu przyszło mi współtworzyć Wspólnotę Wiara i Światło „Gumisie”. Dziś już nikogo nie dziwi jej działalność, a tym bardziej osoba z niepełnosprawnością umysłową. Jednak w 1993 roku nie było łatwo przebić się z myślą i ideą Jeana Vaniera do świadomości ludzi, także tych tworzących wspólnotę parafialną. Osoby z upośledzeniem były niejednokrotnie ograniczone do czterech ścian swojego pokoju. Rodzice, choć odczuwali potrzebę uczynienia czegoś dla swoich dzieci, podlegali presji środowiska i wstydu, wypływającego z inności ich rodzin. Trudno było także im uwierzyć, że każda osoba, zdrowa czy upośledzona, jest tak samo kochana przez Boga, i że Jezus żyje w niej, nawet jeśli nie może ona tego wyrazić (Wiara i Światło. Karta i Konstytucja, Kraków 200, s. 25). Takiej wiary nie brakowało rodzicom, którzy postanowili przebić mur niemożności, samotności oraz wstydu. Początki były trudne, jednak odpowiedź młodych ludzi, często licealistów, pełna entuzjazmu i szalonego zapału, mnie kapłanowi z siedmioletnim stażem, dała siłę, by zrobić coś, co wtedy wydawało się „szalone”. I tak, z dużej iskry potrzeby miłości i dzielenia się miłością, powstała Wspólnota, która jako jedyna do dziś istnieje w Bochni. Kapelan Wspólnoty ma towarzyszyć osobom upośledzonym, ich rodzinom i przyjaciołom. To towarzyszenie wyraża się przede wszystkim w obecności i kapłańskiej posłudze. Wydaje się to takie proste i oczywiste. Jednak 25 lat temu posługa sakramentalna wobec osób upośledzonych nie była łatwą sprawą. Wynikało to nie tylko z braku dokumentów i praktycznych wskazówek ze strony Kościoła, ale i z braku przygotowania kapłanów do tej specyficznej roli.
Pierwsza Komunia św. we wspólnocie Wiara i Światło to – dla mnie księdza z 32 – letnią posługą, kiedy wspominam tamto wydarzenie, jawi się jako – jedno z ważniejszych i piękniejszych w moim kapłańskim życiu. Do dzisiaj pamiętam nie tylko jakieś wielkie wzruszenie, radość, ale i spełnienie oczekiwań rodziców tych 9 osób, przystępujących wtedy do stołu Pańskiego, bo przecież kilkoro miało już po kilkadziesiąt lat np. Dorotka, Stasiu, Darek, Mirek. Sam przeżyłem ten dzień, jako bardzo głębokie doświadczenie wielkości powołania kapłańskiego i poczucie, że jest się bardzo potrzebnym ludziom, którzy oczekują zarówno wsparcia w drodze na spotkanie z Bogiem, ale i odkrycia swojej godności, jako pełnoprawnej osoby w środowisku, wspólnocie parafialnej i pełnej godności dziecka Bożego.
Poprzez uroczystość Pierwszej Komunii św., zarówno rodziny jak i członkowie wspólnoty Wiara i Światło a także mieszkańcy Bochni, przeżyli prawdę o wielkiej miłości Boga do człowieka, który bez względu na osoby, kocha każdego i pragnie obdarować go największym darem, jakim jest dar Eucharystycznego Chleba. Chce On również uświadomić każdemu prawdę o godności osoby ludzkiej, która mimo swojej ułomności fizycznej lub psychicznej, posiada swoją niezbywalną godność i pełne prawo do uczestniczenia w życiu, zarówno w wymiarze społecznym jak i religijnym.
Uroczystość Pierwszej Komunii św. była także swoistą nagrodą i konsekwencją religijnego wychowania tych dzieci w rodzinach. Byli oni obecni na Mszach św. nie tylko comiesięcznych razem ze wspólnotą, ale w większości przypadków coniedzielnych, a często i w ciągu tygodnia. Dorotka z mamą, która siedziała w prezbiterium w pierwszej ławce i umiała całą Mszę św. na pamięć i często z radości, że może ją przeżywać, dosyć głośno odpowiadała lub śpiewała, czy Stasiu z mamą, którzy siedzieli nieco dalej, ale w zasięgu wzroku od ołtarza bocheńskiego kościoła.
Wydaje mi się, że dla wielu z nas; osób odpowiedzialnych we wspólnocie oraz rodziców jak i wielu uczestników tej uroczystości, oprócz wielkiej radości i duchowych wzruszeń, było doświadczenie spełnienia powinności wobec naszych Przyjaciół, którym umożliwiliśmy pełne uczestniczenie we Mszy św. i spotkanie z Panem Jezusem w Komunii św. 
Owocem tego wydarzenia i jakby potwierdzeniem słuszności podjętej wówczas decyzji, była i jest kontynuacja tych spotkań z Jezusem i możliwość pełnego czerpania ze źródeł zbawienia tego daru łaski, który umożliwia, mimo ludzkich słabości, spokojne i pełne nadziei kroczenie drogami codziennego życia na spotkanie ze Zbawicielem na uczcie, w Królestwie Niebieskim. On sam nie tylko zaprasza każdego nas do udziału w tej Uczcie, ale każdemu bez wyjątku, daje pełne prawo i możliwość skorzystania z tego zaproszenia, aby osiągnąć pełnię życia i szczęścia zbawionych.
Radością jest dla mnie również odkrywanie swojego powołania przez młodych ludzi we wspólnocie, które miałem okazję obserwować na przestrzeni lat mojego posługiwania jako kapelana. Wielu młodych angażowało się w życie i działalność wspólnoty. Jedni na krótko, inni związali z nią całe swoje życie. Wielkim darem dla mnie, jako kapelana, była możliwość towarzyszenia ludziom w odkrywaniu wzajemnej miłości i powołania do małżeństwa. Zawsze, przy błogosławieniu nowych związków małżeńskich, wspólnota, z której wyszli młodzi, była obecna i dawała świadectwo o wielkiej Miłości Boga. Nie ma większej radości, kiedy kapłan może doświadczyć powołania młodego człowieka na wyłączną służbę w Kościele. I wspólnota okazała się miejscem, gdzie Bóg zarzucił sieci i pociągnął tych, co Mu odpowiedzieli „tak”. W czasie mojego posługiwania otworzyli się na Głos Boga: s. Elżbieta Strach CMT , s. Amadea Justyna Marek CMBB, ks. Rafał Łukasik, br. Piotr Blum OFMCap oraz ks. Andrzej Jasnos.
Słowa z Karty: Wiara i Światło oferuje kapłanom możliwość odkrycia na nowo serca Ewangelii, dobrej nowiny Jezusa Chrystusa, którą głoszą ubodzy, a także odnalezienia źródła odnowy swojej posługi (Karta Wiary i Światła, Kraków 2009, s. 2), dziś jeszcze mocniej oddziałują na moje kapłaństwo i na posługę wśród ludzi. „Ubodzy” – tak określa Jean Vanier upośledzonych umysłowo – są nam kapłanom potrzebni, gdyż to w nich możemy doświadczyć źródła Ewangelii jakim jest Miłość samego Boga. W świecie ogarniętym powszechnym zdobywaniem, sukcesem, młodością, karierą i wieczną młodością oraz zdrowiem, kapłan może mieć pokusę „wejścia” w ten świat. I tu Bóg przychodzi do nas w tych ubogich, słabych i potrzebujących nas, byśmy zobaczyli i doświadczyli, że to my ich potrzebujemy, by być bliżej Boga.

ŚWIADECTWA

INNYCH OSÓB

Agnieszka K.

Dyrektor Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi w Pustkowie – Osiedlu
(gościła wspólnotę na obozie wakacyjnym w 2017 roku)

Uścisk Gumisia

Spotkanie z nieznanymi ludźmi niesie zawsze zaciekawienie, niepewność, ale także pewien niepokój. Czy znajdę z nimi wspólny język? Czy będzie między nami jakaś nić porozumienia? Czy będziemy odbierać na tych samych falach? Moje wątpliwości szybko się rozwiały, kiedy bezpośrednio spotkałam się z ludźmi należącymi do bocheńskiej wspólnoty Wiara i Światło. Oni sami nazywają siebie Gumisiami. Kiedy przyjechałam do pustkowskiej szkoły latem 2017 roku, aby ich powitać – zobaczyłam ludzi w różnym wieku – dzieci, młodzież, ludzi dojrzałych. Niektórzy z nich byli ubrani w niebieskie koszulki z sympatycznym napisem GUMISIE. Kiedy przyjechali, witałam ich serdecznie w naszych szkolnych progach. Wszyscy emanowali wielką radością. Mimo, że miejsce było dla nich nowe i nieznane – w moim przekonaniu –oni od razu poczuli się dobrze, jak u siebie w domu. Byłam dla nich obcą osobą, widzieli mnie po raz pierwszy, a jednak to nie stanowiło dla nich bariery. Kiedy wchodzili, witali się ciepło, przytulali, wypowiadali swoje imiona i mocno ściskali moją dłoń. W tym uścisku przekazywali swoje emocje i uczucia: radość z przybycia, radość z życia, radość wspólnoty, radość z czasu, który mają razem spędzić. Uścisk dłoni – to niby zwyczajny, ludzki gest, a jednak… W swoim życiu doznałam różnych uścisków dłoni. Były uściski delikatne, ciepłe, chłodne (dosłownie i w przenośni), służbowe itd. W tym prostym geście – bez słów- mieści się tyle uczuć! Nie musieliśmy wiele do siebie mówić na początku naszej znajomości – tym bardziej, że niejednokrotnie mowa osoby niepełnosprawnej nie zawsze jest wyraźna, płynna, zrozumiała. Jednak mowa ciała wyraża przecież całego człowieka. W ludziach niepełnosprawnych umysłowo jest tyle wewnętrznego ciepła i autentyczności. Wiem, że nie odkrywam teraz Ameryki, ale piszę to z pełną świadomością. Oni nie kryją swoich uczuć – jeśli się śmieją, to całym sobą, jeśli płaczą to nie tylko w ukryciu, jeśli się złoszczą, gniewają, to od razu widać. Ich uczucia są po prostu wypisane na twarzy – są autentyczne i prawdziwe. A jak dalej rozwijała się nasza znajomość? Zaprosili mnie na wspólną Eucharystię – wyjątkową i niezwykłą! Wyjątkową, bo sprawowaną nie w kościele, ale w sali lekcyjnej, przekształconej w kaplicę. Kaplicę pachnącą polnymi kwiatami, latem, wakacjami. W kaplicy, w której oprócz ołtarza przykrytym białym obrusem, uwagę zwracały obrazki z logo wspólnoty. Wokół ołtarza w półkolu stały krzesła. Msza Święta w tak ścisłym gronie budowała więź między kapłanem i ludźmi, którzy w niej uczestniczyli. Byli to wolontariusze – młodzi, empatyczni ludzie, którzy swoje wolne, wakacyjne dni postanowili spędzić z niepełnosprawnymi dziećmi. Byli także rodzice i opiekunowie niepełnosprawnych. Byli także goście – wśród których znalazła się moja siostra, ja oraz kilku naszych uczniów. W mojej pamięci podczas tych niezwykłych Mszy Świętych pozostały krótkie scenki ilustrujące ewangeliczny przekaz, przygotowanych przez uczestników obozu pod czujnym okiem wolontariuszy. Ponadto przepiękna liturgia, śpiewy, kazania – krótkie aczkolwiek proste w swym przesłaniu, aby wszyscy bez względu na poziom rozumienia mogli coś zapamiętać, przeżyć, przemyśleć. A propos kaznodziei … Tu zatrzymam się na chwilę… Kiedy wszedł do kaplicy, ubrany w ornat, wszyscy zwrócili uwagę na jego stopy. Nie! Nie były bynajmniej brudne czy zaniedbane. Ksiądz Andrzej miał ubrane sandały, a na stopach były skarpetki w różnokolorowe paski. Dominowała wśród nich barwa różowa. Nie ukrywam, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech i ogniki w oczach. Po chwili zastanowienia zrozumiałam, że Ksiądz Andrzej w pełni utożsamia się ze wspólnotą. To był ich znak rozpoznawczy… Kiedy nadszedł czas przekazania sobie znaku pokoju, znów poczułam ciepłe, mocne uściski dłoni, zobaczyłam morze dobroci i ufności w szczerych spojrzeniach i zniewalające uśmiechy na twarzach. Po prostu czuło się wspólnotowego ducha, pełną akceptację drugiego człowieka i szczerość, której nie zawsze doświadcza się w codziennym życiu… Chciałam jeszcze podzielić jedną refleksją. W tym wszystkim trudno nie wspomnieć rodziców i opiekunów Gumisiów – tych większych i tych mniejszych. Oni – rodzice potrzebują takich spotkań, wyjazdów, gdzie mogą porozmawiać, podzielić się swoimi zmartwieniami i radościami, doświadczeniem. We wspólnocie ludzie rozumieją ich trudną codzienność, troskę o swoje dziecko. Tutaj rozumie się ich zmęczenie, zatroskane oczy, przedwczesne zmarszczki na twarzy, spracowane ręce… Tutaj mogą znaleźć wsparcie duchowe w osobie Księdza, który nie patrzy niecierpliwie na zegarek tylko ma czas na ,,długie, nocne Polaków rozmowy”. Chwile wytchnienia znajdowali, kiedy dzieci poszły spać. Oni wtedy mogli po prostu porozmawiać, pożartować, a czasami pomilczeć, ale razem, we wspólnocie. Dziękuję Kochani, że Was spotkałam i mogłam chociaż kilka chwil spędzić z Wami!

br. Korneliusz

O Wspólnocie Wiara i Światło GUMISIE z Bochni usłyszałem pierwszy raz w 2011 roku. Otrzymałem od jednej osoby ze wspólnoty zaproszenie na obóz do Łąkty Górnej, które przyjąłem z miłą chęcią, mając na uwadze przebywanie z dziećmi niepełnosprawnymi. Dla mnie było to coś nowego. Będąc już na obozie, zaskoczyło mnie takie radosne i proste przyjęcie przez dzieci i członków tej wspólnoty. Przeżywając wspólnie chwilę zabawy, modlitwy, codziennej Eucharystii i rozmów, zrozumiałem jak wiele miłości, radości, pogody ducha i refleksji nad życiem przynosi przebywanie z Nimi. Będąc zbudowany atmosferą i tą żywą relacją z wszystkimi, nie miałem chwili zawahania, gdy otrzymałem kolejne zaproszenie na obóz, tym razem do Kamionnej. Było wspaniale.